Postanowiłam dzisiaj przetestować marynatę od żeberek, o których pisałam tutaj, w nieco innym wydaniu. Do wszystkiego co było w tamtym przepisie na marynatę dodałam jeszcze porządną łyżkę miodu (wielokwiatowego, dość delikatnego w smaku) i całą marynatą zalałam 6 pałek kurczakowych. Marynowało się całą noc, a potem piekło dość długo bo 1,5h, ale za to tylko w 150 stopniach. Wyszło boskie, mięsko rozpływało się w ustach, odchodziło od kostki jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki :) cudo.....
azja
(6)
Boże Narodzenie
(28)
ciasta i ciasteczka
(73)
desery
(34)
dodatki
(38)
drób
(108)
dynia
(2)
grill
(27)
grzyby
(11)
inne
(39)
jajka
(38)
kluski makarony
(60)
lody
(7)
mięso
(55)
muffiny
(13)
owoce morza
(14)
pasty
(16)
pieczywo
(27)
pierogi
(8)
piknik
(11)
pizza
(20)
placki i nalesniki
(26)
przekąski
(28)
przetwory
(35)
ryby
(54)
ryż
(2)
sałatki
(31)
strączkowe
(7)
sushi
(4)
śledzie
(11)
śniadanie
(43)
tarty
(14)
tort
(16)
tortille
(14)
tost
(7)
warsztaty
(1)
warzywa
(42)
wege
(19)
Wielkanoc
(34)
zapiekanki
(35)
zioła
(6)
zupy
(23)
środa, 20 stycznia 2010
pyszności

Etykiety:
drób
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kurczaczek wygląda pynia :)
OdpowiedzUsuńA babeczki w bufecie to nie to samo co domowej roboty!! Rób, rób i dawaj foto :)
Pyszny :)
OdpowiedzUsuń